Droga do

„ujednolicenia”

 – na podstawie notatek Kierownika NSDAP w Wałczu

 

            Rektorat Wolnej Prałatury Pilskiej (Freie Prälatur Schneidemühl) otrzymał 23 listopada 1934 roku pismo od Powiatowego Komitetu NSDAP w Wałczu, w którym czytamy: „Szanowny Panie Prałacie dr Hartz! Z wielką przykrością stwierdzam, że katoliccy księża w ogromnej większości nie należą do Narodowo Socjalistycznych (NS) organizacji dobroczynnych, uzasadniając to przynależnością do Caritasu Niemcy. Szanowny panie prałacie, najpewniej zdaje pan sobie sprawę z tego co ja o tym myślę i wie, że nie próbuję na kogokolwiek wywierać nacisku. Ale pan przecież sam najlepiej wie jak wielkim przykładem dla innych jest postawa duszpasterza. Dlatego też proszę pana, w interesie naszej Wielkiej Sprawy, poinformować podległych sobie księży, że przez zaszczytną przynależność do organizacji charytatywnych NS będą mieli sposobność oddawać ogromne zasługi na rzecz naszej Ojczyzny”. Pismo z hitlerowskim wezwaniem podpisał Kierownik Komitetu Powiatowego NSDAP Wichmann.

 

            Zmiany dokonane w Niemczech po I wojnie światowej (m.in. upadek wilhelmińskiego cesarstwa) nie pociągnęły za sobą zerwania z dotychczasowymi tradycjami politycznymi, bo przecież nie tylko ludzie, ale i instytucje dawnego państwa odnalazły się w „nowym organizmie”. W warunkach realizacji niełatwych postanowień traktatu wersalskiego w Niemczech odrodziły się szybko ugrupowania nacjonalistyczne, dążące do przywrócenia państwu roli jednego z mocarstw światowych. Tradycyjny program niemieckiego nacjonalizmu znalazł odzwierciedlenie w programach szeregu partii politycznych, przed którymi ustrój republikański otwierał nowe możliwości. Partie te podjęły działalność w sytuacji, w której w Niemczech coraz głośniej lansowana była teoria „ciosu w plecy”, zrzucająca odpowiedzialność za klęskę wojenną na tzw. zdrajców wewnętrznych. Następstwa przegranej wojny ożywiły także mit o zagrożeniu państwa ze strony „agresywnych sąsiadów”. Z inicjatywy mieszczańskich polityków wyrastały różnorodne organizacje, w których opracowywano koncepcje „odrodzenia” i „przebudzenia” Niemiec. Jedną z nich była Niemiecka Partia Robotnicza (DAP), powstała w Monachium 5 stycznia 1919 r., przekształcona później w Narodowo-Socjalistyczną Niemiecką Partię Robotniczą – NSDAP. W tym czasie istniały na Pomorzu Zachodnim 3 oficjalnie zarejestrowane grupy lokalne NSDAP (Szczecin, Greifswald, Pasewalk). Grupy te stanowiły ułamek procentu 347 grup hitlerowskich, istniejących wówczas na terenie całej Rzeszy. Objęcie przez Hitlera w styczniu 1933 roku urzędu kanclerza Rzeszy spowodowało, że znacznie wzrosło znaczenie hitlerowskiego aparatu partyjnego. Centralistyczny charakter NSDAP wynikał z tzw. zasady wodzostwa (Führerprinzip). Zasada ta wiązała się z piramidalną strukturą organizacyjną partii. Na jej czele stał Führer, mianujący kierowników Rzeszy (Reichsleiter) oraz kierowników okręgów (Gauleiter). Niżej w tym schemacie znajdowali się kierownicy powiatów, grup lokalnych, komórek i bloków ( Kreisleiter, Ortsgruppenleiter, Zellenleiter, Blockleiter). Urząd Kierownika Komitetu Powiatowego NSDAP w Wałczu pełnił w tym czasie niejaki Wichmann. Zachowało się kilka notatek z jego działalności.

            Po 1933 roku hitlerowska ideologia coraz bardziej opanowywała życie codzienne w Niemczech. W swym dążeniu do „ujednolicenia” (Gleichschaltung) wszystkich dziedzin życia społecznego, politycznego i kulturalnego, naziści nie mogli pominąć związków wyznaniowych, nad którymi próbowali zacieśniać kontrolę państwa. Dotyczyło to obu głównych wyznań w Niemczech: protestantyzmu i katolicyzmu, choć wobec różnej sytuacji tych kościołów zastosowano różniące się od siebie środki. W naszym regionie rozpoczęła się sukcesywna penetracja i ingerencja głównie w sprawy kościoła katolickiego, który zmuszany był do ślepego wykonywania zarządzeń władz administracyjnych. Rektorat Wolnej Prałatury Pilskiej (Freie Prälatur Schneidemühl) otrzymał 23 listopada 1934 roku pismo od Powiatowego Komitetu NSDAP w Wałczu, w którym czytamy: „Szanowny Panie Prałacie dr Hartz! Z wielką przykrością stwierdzam, że katoliccy księża w ogromnej większości nie należą do Narodowo Socjalistycznych (NS) organizacji dobroczynnych, uzasadniając to przynależnością do Caritasu Niemcy. Szanowny panie prałacie, najpewniej zdaje pan sobie sprawę z tego co ja o tym myślę i wie, że nie próbuję na kogokolwiek wywierać nacisku. Ale pan przecież sam najlepiej wie jak wielkim przykładem dla innych jest postawa duszpasterza. Dlatego też proszę pana, w interesie naszej Wielkiej Sprawy, poinformować podległych sobie księży, że przez zaszczytną przynależność do organizacji charytatywnych NS będą mieli sposobność oddawać ogromne zasługi na rzecz naszej Ojczyzny”. Pismo z hitlerowskim wezwaniem podpisał Kierownik Komitetu Powiatowego NSDAP Wichmann.

            Oto odpowiedź ks. prałata dr Hartza z dnia 26 listopada 1934 roku: „Szanowny panie Wichmann. Kierowniku Komitetu Powiatowego NSDAP w Wałczu! Z zainteresowaniem przeczytałem Pańskie pismo z dnia 23 listopada 1934 roku i wracając do jego meritum wyjaśniam. Jak już plan łaskawie zauważył, wszyscy księża katoliccy należą do organizacji charytatywnej Caritas Niemcy. Tym samym spełniają warunek należenia do jednej z czterech, dopuszczonych w Niemczech, organizacji dobroczynnej. Zmuszanie ich do wstępowania w szeregi następnych np. Narodowo Socjalistycznych organizacji, równałoby się podwojeniem ich obowiązków co przecież nie odpowiada życzeniom władz naczelnych Waszej organizacji. Na pewno nie będę przeszkadzał żadnemu z księży gdyby zechciał, na zasadzie dobrowolności, obciążyć się podwójną pracą. W moim przekonaniu, pan również jest przecież zdania, że zmuszanie albo wywieranie na nich jakiejkolwiek presji w tym względzie nie może odbywać się za przyczyną władz kościelnych albo państwowych. Z niemieckim pozdrowieniem! Dr Prałat Hartz”.

 

                      

 

Procesy przeciwko zakonnikom opisywano w prasie regionalnej. „Schlopper Bote” z 1933 r.

 

            Konflikt z kościołem katolickim nasilił się w roku 1935, w związku z działalnością katolickich stowarzyszeń, związków i organizacji, których korzenie brunatni władcy podcinali coraz częściej. Przysłowiową kością niezgody było ujęcie całej młodzieży w ramy organizacji Hitler-Jugend, mającej wyraźnie charakter areligijny. Kościół próbował zapobiec erozji swych wpływów wśród młodzieży przez utrzymywanie bądź organizowanie nowych katolickich związków młodzieżowych. Od 1935 r. mnożyły się procesy duchownych oskarżanych o przestępstwa seksualne i dewizowe. Uporczywą kampanię oszczerstw, skierowaną przeciw głównemu obszarowi instytucjonalnemu katolicyzmu – klasztorom i konwentom – nasilono w 1937 r. Mnożyły się procesy przeciwko zakonnikom. Goebbels nakazał całej prasie niemieckiej publikowanie sprawozdań z tych procesów bez żadnych skrótów, nierzadko przekształcając tę część gazet w pisma pornograficzne.

 

                                          

 

                           Tajna Policja Wałcza w 1938 roku. W tle „Ateny Wałeckie”

           

            W dniu 23 kwietnia 1936 roku pismem 1729/36 Wolna Prałatura Piły poinformowała parafie powiatu wałeckiego o otrzymaniu pisma Tajnej Policji Pruskiej w Pile (B.Nr.II 1 B 1 K.Tgb.Nr. 303 u. 511/36 z dnia 18.4.1936 r.). W przedmiotowym piśmie Tajna Policja zarzuca kilku parafiom, że z okazji święta narodowego nieodpowiednio oflagowały swoje kościoły. Protokół Tajnej Policji w Pile podaje, że „sztandary narodowe znajdowały się na tylko 3 metrowej wysokości masztach i ginęły w ogromnej masie kościoła, a na dodatek sposób ustawienia tych masztów ograniczył dostrzeżenie tych flag tylko z jednego miejsca”. W zaleceniach pokontrolnych Tajna Policja zobowiązuje proboszczów do „...wystawienia masztów w miejscach widocznych z daleka i o podwójnej wysokości. Oflagowania wież kościelnych sztandarami narodowymi i kościelnymi o takich wymiarach aby były dostrzegane z wielu kierunków i z dużych odległości”. Apele o niemoralność oraz związana z nią hałaśliwa propaganda nie osiągnęły wprawdzie zamierzonego celu: odcięcia społeczeństwa od kościoła, ale bez wątpienia umocniły rosnący wpływ narodowego socjalizmu na umysły i serca świeckich wyznawców.

            Podczas II wojny światowej nastąpiła poważna zmiana w dotychczasowej sytuacji kościoła katolickiego na Pomorzu Zachodnim. We wrześniu 1939 r. w pierwszej kolejności rozprawiono się z duchownymi ziemi złotowskiej, znanymi już w poprzednim okresie z obrony miejscowej ludności polskiej przed grożącą jej germanizacją. W rejencji pilskiej żyli i pracowali także księża dyktatury hitlerowskiej. Szykanowano m.in. proboszcza z Tuczna, ks. E. Henke. Zabronił on pracowania w 1941 r. w dniu uroczystości kościelnej Wniebowstąpienia Pańskiego i zachęcał parafian do udziału we mszy św. według porządku niedzielnego. Spowodowało to nieporozumienia między pracodawcami a robotnikami rolnymi i w dalszej konsekwencji doprowadziło do oskarżenia go przez władze o „wzniecanie niepokojów w społeczeństwie” i osadzenia w areszcie na 21 dni. W latach 1943-1946 na obszarze prałatury pilskiej podczas wojny zginęła piąta część wszystkich księży. Spośród nich np. neoprezbiter z Przechlewa, ks. Jan Grochocki, zaginął w 1943 r. pod Stalingradem...

 

Przemysław Bartosik

 

 

P.S. Powstaje pytanie, jak kształtowały się losy duchowieństwa katolickiego na Pomorzu zachodnim pod koniec II wojny światowej? W ostatniej fazie wojny los księży katolickich w prowincji pomorskiej układał się rozmaicie. Większość opuściła swe ośrodki duszpasterskie i udała się w głąb Rzeszy. Drugą kategorię stanowili duchowni, którzy nie doczekali zakończenia wojny, gdyż zostali rozstrzelani lub zginęli na frontach. Nieliczni tylko księża pozostali w swych parafiach. Do pierwszej grupy kapłanów należał wspomniany prałat prałatury pilskiej ks. dr Franciszek Hartz. Już 26 I 1945 r. wieczorem opuścił on Piłę (na polecenie gestapo). Jego ucieczka przebiegała z wielkimi trudnościami. Ale to już inna historia...

           

 

                     

                               

 

                   Sztandary narodowe na Hindenburgstrasse 30. Wałcz 1 maj 1936 r.