12-02-2007r.

Niezwykły Miastecki Generał  


W służbie Ojczyzny


        Bernard Witucki urodził się 16 lipca 1918r., w Jaroszewie  niedaleko Żnina, w katolickiej rodzinie Agnieszki (z domu Frankowska) i Walentego Wituckich. Był dwunastym z  piętnaściorga ich dzieci. Dzieciństwo Bernarda Wituckiego związane było z miejscowością  Mamlicz w powiecie szubińskim, gdzie rodzina Wituckich przeprowadziła się z Jaroszewa, kiedy był jeszcze mały. Z domu rodzinnego wyniósł staranne wychowanie w duchu głębokiej wiary chrześcijańskiej i patriotyzmu co nie pozostało bez wpływu na jego dalsze życie.

W Mamliczu ukończył szkołę podstawową i rozpoczął dalszą naukę w Bydgoszczy. W 1936 r. ukończył tamtejsze Gimnazjum przy ul. Kujawskiej 117.

Już jako nastolatek był bardzo zainteresowany kapłaństwem, jako rodzajem życiowej misji. Fascynowała go praca misjonarza, jaką wykonywał jego kuzyn ks. Teodor Wieczorek.

Postanowił więc obrać podobną drogę życiową. Mając ku temu możliwości wyjechał w 1937r. do Francji, gdzie rozpoczął studia teologiczne w Instytucie Misyjnym przy Boulvard Grpano 48 w Saint-Denis pod Paryżem. W czasie studiów przyjął sutannę i został włączony do grupy studentów Księży Asumpcjonistów.

Zanim zdołał zakończyć studia, w europie wybuchła wojna. Niemcy zajęli Polskę, co spowodowało, iż Francja i Wielka Brytania znalazły się w stanie wojny z nimi. Patriotyzm wyniesiony z domu rodzinnego nie pozwolił Bernardowi Wituckiemu na bezczynną obserwację sytuacji, chciał działać. Wybrał jedyną przydatną jego zdaniem w tej sytuacji opcję, postanowił wstąpić do Armii Polskiej formowanej we Francji, na co uzyskał pozwolenie Biskupa Polowego Wojska Polskiego Józefa Gawliny.

W październiku 1939 r. zgłosił się do Szkoły Podchorążych w Coëtquidan (Morchihan). Po ukończeniu szkolenia uzyskał przydział do 4. plutonu, 3. kompanii, 3. batalionu, Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. W składzie tej jednostki wziął czynny udział w walkach pod Narwikiem, jako oficer łącznikowy dowództwa 3. batalionu przy sztabie głównym gen. Bethuard’a i płk. A. Molle’a. W piśmie do bpa Gawliny, płk. A. Molle wystawił bardzo dobrą opinie por. B. Wituckiemu podkreślając, iż przez cały okres kampanii norweskiej utrzymywał on jak najlepsze relacje z kolegami. W uznaniu wzorowej służby w dniu 14 maja 1940r. Witucki otrzymał nominację na stopień kapitana Wojska Polskiego.

Bernard Witucki 18 czerwca 1940 r., wraz z brygadą powraca do Francji, gdzie jednostka ta zostaje rozbita, a jej żołnierze ulegają rozproszeniu. Witucki początkowo ukrywa się w klasztorze ojców Trapistów w Thymadeuc (Morbihan). Następnie piechotą unikając schwytania przemieszcza się do miejscowości Limoges, gdzie udzielają mu pomocy ks. Leon Merklen i assumpcjonista ks. Bonne Presse. Pomogli mu oni skontaktować się z prowincjałem asumpcjonistów w Lyonie, który widząc, iż  ostatnie przeżycia poważnie nadszarpnęły zdrowie Wituckiego, zdecydował, aby udał się tymczasowo na wypoczynek zdrowotny do miejscowości Miribelles-les-Echelles (Isere) niedaleko Grande Chartreuse w Alpach.

Niestety podczas podróży został aresztowany przez Niemców, którzy odstawili go do cytadeli De Laduchere w Lyonie. Następnie przeniesiono go do obozu w Surer, gdzie przebywał do 1942 r. pracując przy wycinaniu lasów i preparowaniu paliwa z węgla drzewnego. Praca ta odbiła się bardzo negatywnie na jego stanie zdrowia, pogłębiło się wycieńczenie, bardzo schudł. Wiele lat później, sam wielokrotnie wspominał, iż w tym czasie jedyną motywacją do dalszej egzystencji stała się jego żarliwa wiara w Boga. Dała ona Wituckiemu motywacje do dalszej walki o przetrwanie. W okresie tym najprawdopodobniej związał się też z ruchem oporu, nie ma jednak konkretnych informacji dotyczących jego działalności konspiracyjnej.

Postanowił poprosić o pomoc w wydostaniu się z obozu swojego znajomego z czasów walk w Norwegii, pułkownika Aimé Molle’a. Skontaktował się z nim za pomocą delegata Czerwonego Krzyża, przedstawiając swoje trudne położenie. Molle posiadał w owym czasie pewne wpływy, awansowany w tym czasie do stopnia generała, dowodził dywizją terytorialną w Casablance (Maroc). Dzięki interwencji generała Molle’a, kapitan Witucki dostał się do szpitala Desgenette w Lyonie. W szpitalu jednak nie zabawił długo, postanowił wykorzystać okazję i uciec. Pomogli mu w tym ks. Wojciecha Rogaczewskiego i jeden z lekarzy.

Za zgodą Prymasa Polski Kardynała Hlonda, podjął ponownie, przerwane po wybuchu wojny studia teologiczne w miejscowości Montpellier. Nie dane mu jednak było ich dokończyć, bowiem w 1943r. w czasie podróży został zatrzymany przez Niemców w Bagnols Les Bains. Tym razem z opresji wybawił go Biskup Auvity z Mende (Lozère), który polecił Wituckiemu udać się do Saint-Flour w górach Cantal. Również i ten okres jego działalności konspiracyjnej, a być może i wywiadowczej pozostaje owiany tajemnicą. Nie ma żadnych konkretnych informacji na ten temat. Faktem jest tylko, iż w tym okresie otrzymał kolejne awanse i udając się do Saint-Flour miał już najprawdopodobniej stopień pułkownika. Fakt otrzymywania tak szybkich awansów i znacznego zainteresowania Niemców jego osobą, może przemawiać za tym, że brał on bardzo aktywny udział w działaniach konspiracyjnych.

                                 

Z lewej Bernard Witucki w stopniu pułkownika.

Z prawej - zdjęcie z fałszywego dokumentu tożsamości w stroju kleryka.

   

W grudniu 1943r. w Saint-Flour w tamtejszym seminarium, za zgodą Prymasa Hlonda Witucki miał pod przybranym nazwiskiem dalej studiować. Zgodnie z fałszywym dokumentem potwierdzającym, iż jest alumnem seminarium, nazywał się Bernard Coulourrat i urodził się 16 lipca 1914 r. w Algar (Algèria). Nowe dokumenty pozwoliły mu na względnie bezpieczne przemieszczanie się po terenie Francji, co wykorzystywał do pracy konspiracyjnej na rzecz ruchu oporu. Bernard Witucki był członkiem Polskiego Ruchu Oporu we Francji i podlegał Gen. Zdrojewskiemu. Współpracował taż z Francuskimi Siłami Zbrojnymi ruchu oporu M.U.R., a także z Tajną Armią ALBIAN wchodzącą w skład Wewnętrznego Ruchu Oporu Francji (R.I.F.J.O). W spisie członków tej organizacji Witucki figurował pod numerem F./2/312 od początku stycznia 1943r. do grudnia 1945r.

W kwietniu 1944r. Witucki został jednak zdekonspirowany przez Niemców i musiał uciekać z seminarium w Saint-Flour. Ukrył się w górach w miejscowości Talizat. Dzięki pomocy tamtejszego proboszcza ks. Terrisse, znalazł schronienie na folwarku Giraltat należącym do Claude Vedrines’a. Ukrywał się tam przez cztery miesiące pracując przy bydle. Na folwarku tym z pomocą innych członków ruchu oporu, w tym również Polaków mieszkających w Champagnac-les-Mines, zorganizował magazyn broni i materiałów wybuchowych. Kiedy w czerwcu 1944r. alianci dokonali inwazji na wybrzeże francuskie, dla całego ruchu oporu nastąpił czas zaktywizowania walki zbrojnej i dywersji na tyłach wojsk niemieckich. Witucki dowodząc oddziałem ruchu oporu organizował sabotaże linii kolejowych Masywu Centralnego (Massif Central). Brał między innymi udział w walce pod Mont-Mouché i wraz polskimi członkami ruchu oporu zorganizował wysadzenie tuneli linii kolejowych w Talizat, Neussargues i Le Lioran, utrudniając niemieckim oddziałom komunikację i przewóz zaopatrzenia na linię frontu.

Warto też nadmienić, iż Witucki utrzymywał kontakty z ludźmi z wywiadu wojskowego. Jego znajomym  był oficer brytyjskiej Secret Service płk. Konrad Strzelczyk naczelny komendant frontu wewnętrznego „C” Międzynarodowej Organizacji „Sphinx” działającej na terenie Niemiec i na tyłach armii niemieckiej. Czy wiązało się to z jakąś współpracą i jak ewentualnie ona wyglądała tego nie wiadomo.

Po zakończeniu wojny o załogach i bojowej przeszłości Bernarda Wituckiego, w ruchu oporu kilkukrotnie pisemnie zapewniali jego ówcześni przełożeni. Jednym z nich był Generał Jacques Chaban-Delmas, wojskowy delegat generała de Gaulle’a i mer Bordeaux, a późniejszy premier Francji. W pisemnym zaświadczeniu z 20.12.1977r. stwierdził między innymi, że Bernard Witucki brał czynny udział w ruchu oporu we Francji na terenach okupowanych przez niemiecką armię, wyróżniając się dużą skutecznością i był jednym z najwaleczniejszych żołnierzy ruchu oporu. W piśmie swym potwierdził, że Witucki walczył pod jego rozkazami od chwili, gdy generał Zdrojewski wraz z całym Polskim Ruchem Oporu we Francji, podporządkował się bezpośrednio pod jego dowództwu. Również  były szef okręgu Ruchu Oporu Cantal, regionu Saint-Flour, René Amager, zaświadczył, o bojowej przeszłości Bernarda Wituckiego, pisząc o jego udziale we wspomnianych wcześniej akcjach dywersyjnych. Wystawił mu bardzo dobrą opinię, podkreślając skuteczność jego działań. Zaświadczył też, że Witucki był związany z Francuskim Ruchu Oporu w Górnym Auvergne, współpracując ze Zjednoczonym Ruchem Oporu M.U.R. i Francuskimi Siłami Zbrojnymi Ruchu Oporu (F.F.I).

Po wyzwoleniu okręgu Saint-Flour, do ukrywającego się na folwarku Giraltat pułkownika Wituckiego przyjechał Biskup Henryk Pinson. Po rozmowie z biskupem Witucki postanowił oddać się ponownie swojemu pierwotnemu powołaniu, dokończyć studia teologiczne w seminarium w Saint-Flour i przyjąć święcenia kapłańskie. Niebawem jednak postanowił udać do Edynburga w Szkocji, aby po przyjęciu tam święceń pracować ze znajomym ks. Brzeziną w tamtejszym szpitalu. Za zgodą przełożonego polskich księży we Francji ks. rektora Wędziocha, opuścił Saint-Flour. Nie dane mu było jednak dojechać do planowanego celu. Kiedy Witucki przebywał jeszcze w Paryżu, powrócił z Niemiec prymas August Hlond, który wyraził życzenie, aby młody duchowny wrócił jednak do Saint-Flour i tam przyjął święcenia kapłańskie.

Tymczasem wojenne zasługi Wituckiego zostały uhonorowane. 27 Grudnia 1944 r. Delegat Ministra Obrony Narodowej i Szef Wojskowy we Francji gen. Antoni Zdrojewski na podstawie zarządzenia Ministra Obrony Narodowej L.dz. 10979/Tjn Mob. „F” 44 ustalił dla pułkownika Wituckiego Bernarda stopień generała brygady ze starszeństwem z dniem 1 stycznia 1945 r. Dekretem z tego samego dnia płk. Bernard Witucki został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari (V kl.), jak napisano w dekrecie delegata ministra o nadaniu orderu Virtuti Militari: „za wybitny udział w walkach w Norwegii i Francji, wysadzenie tunelu Neussargues-Lioran i uszkodzenie linii kolejowych w Departamencie Cantal i Gard, co utrudniło wojskom niemieckim ich przemieszczenie bojowe”.

Kilka miesięcy później młodego oficera spotkał kolejny zaszczyt. Na mocy rozkazu głównego dowódcy naczelnego Alianckich Sił Ruchu Oporu IMOS, 14 lipca 1945 r., otrzymał nominację na generała brygady alianckich sił ruchu oporu IMOS. Począwszy od tej daty, generał Bernard Witucki, według dekretu, miał sprawować komendę z pełną władzą i autorytetem swojego stopnia, jako oficer łącznikowy. Dekret tejże nominacji, o nr 3/8.III.1945, podpisał m.in. gen G.S. Patton z Armii Stanów Zjednoczonych. Przygotowujący się do przyjęcia święceń Witucki otrzymał, następnego dnia po nominacji pismo z gratulacjami od gen. Konrada Strzelczyka, dowódcy polskiej sekcji IMOS.


W służbie Boga

Po mimo tak wysokich nominacji i związanych z tym możliwości kontynuowania kariery Gen. Witucki postanowił wytrwać w swoim pierwotnym postanowieniu i przyjąć święcenia kapłańskie. Jeszcze w czasie wojny, kiedy jego życie wiele razy było zagrożone postanowił, że jeśli przeżyje wojnę odda się całkowicie swojemu pierwotnemu powołaniu i zostanie księdzem. Uważał, że służąc w ten sposób ludziom, zdoła spłacić swój dług wobec Boga, który wiele razy pozwolił mu uratować się z wojennych opresji. Jako oficer i człowiek głęboko wierzący, postanowienie to spełnił i 29 lipca 1945 r. w kaplicy sióstr wizytek w Saint-Flour z rąk arcybiskupa Paryża Henryka Marii Pinsona otrzymał święcenia kapłańskie. Prymicyjną Mszę Świętą Ks. Bernard Witucki odprawił 4 sierpnia 1945 r. w Polskim Kościele w Paryżu. Na mszy tej poza polskimi i francuskimi duchownymi, obecnych było wielu polskich żołnierzy z ruchu oporu, w tym gen. Antoni Zdrojewski. Z dniem święceń Ks. Bernard Witucki został zobowiązany do pięcioletniej posługi w diecezji Saint-Flour. Od sierpnia 1945 r. pracował w parafii Champagnac les Mines. W tym czasie był kapelanem Polaków w Masywie Centralnym w trzech departamentach: Cantal, Corrèze i Gard. Po pięciu miesiącach bp Pinson przeniósł młodego polskiego kapłana do Veyrières, gdzie przez trzy miesiące pełnił funkcję administratora parafii, następnie przez dwa miesiące był kapelanem Szpitala Wojewódzkiego w Aurillac.  W czerwcu 1946 r. zdał ostatnie egzaminy na studiach i obronił pracę magisterską na temat: „Problemy grzechu pierworodnego w teologii św. Tomasza z Akwinu”. Następnie zdał egzamin uprawniający do awansu na proboszcza i dekretem z 25 lipca 1946 r. został mianowany proboszczem w Madic par Saignes. Wciąż jednak przypominała o sobie choroba płuc, której nabawił się w czasie wojny, dlatego od 10 października 1946r. do 7 czerwca 1947r. często był pacjentem doktora Henryka Garrigoux z kliniki św. Rafała w Aurrillac.

Pracy kapłańskiej oddał się z zapałem równym temu, jaki wykazywał w walce, angażując się w dodatkowe zajęcia duszpasterskie. Z upoważnienia biskupa polowego WP Józefa Gawliny, od 1 sierpnia 1945 r. 1 marca 1948 r., pełnił funkcję kapelana Polskiej. W uznaniu swych wcześniejszych zasług otrzymał w czasie swojego pobytu we Francji wiele odznaczeń i wyróżnień. Między innymi: najwyższe odznaczenie bojowe Republiki Francuskiej – Medaille Militaire (nr II.667-D), przyznawany członkom ruchu oporu Interaliancki Krzyż Zasługi Wojskowej, Pamiątkowy Medal Generała Dwight’a D. Eisenhower’a, jak również nadany 14 sierpnia 1946 r. Medal Wojenny Generała George’a S. Patton’a. 

Po przemyśleniach i konsultacjach ze znajomymi Ks. B. Witucki postanowił wrócić do Polski. Na przeszkodzie tego zamiaru stanęły jednak przepisy kościelne, zobowiązujące go do pięcioletniej posługi duszpasterskiej w diecezji Saint-Flour, od dnia otrzymania święceń. Termin ten mijał dopiero w lipcu 1950r. i na wcześniejsze opuszczenie diecezji wymagana była zgoda bpa Pinsona, a ten nie chciał jej wydać. Dopiero po wielu kolejnych prośbach i osobistej interwencji wielu wysokich urzędników kościelnych, ks. Bernard Witucki uzyskał pozwolenie na wcześniejszy powrót do Polski i inkardynację do administracji apostolskiej ze stolicą w Gorzowie Wielkopolskim.

Zanim wyjechał do Polski, otrzymał zapewnienie od ambasadora polskiego we Francji, Skrzeszewskiego i attache wojskowego, że jego stopień generała brygady będzie w kraju respektowany przez władze państwowe.

W marcu 1948r. jako kapłan powrócił do ojczystej Polski, gdzie wbrew wcześniejszym zapewnieniom nie przyjęto go zbyt przychylnie. Po przekroczeniu granicy czechosłowacko-polskiej urzędnicy państwowi zabrali jego legitymację generała brygady i cały bagaż osobisty, który zawieziono do Warszawy, w celu poddania drobiazgowej kontroli. Jak sam później wspominał, „na granicy został zbesztany przez ludzi, którzy zabrali mu książeczkę wojskową, a jego honor został poddany wielkiej próbie pokory”. Kiedy ks. Witucki przyjechał do Warszawy po odbiór swojego bagażu w komorze celnej na Pradze, oznajmiono mu, że władze polskie uznały tylko i wyłącznie stopień kapitana, na który był mianowany 14 maja 1940 r. w Norwegii. Przestrzeżono go również aby nigdy nie używał stopnia generalskiego i nie wspominał o tej nominacji w kraju.

Po tych pierwszych nieprzyjemnych doświadczeniach, zgodnie z wcześniejszym ustaleniem, udał się na teren Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubuskiej i Prałatury Pilskiej. Ta struktura kościelna powołana była przez Prymasa Polski kard. Hlonda, 15 sierpnia 1945 r., na mocy przywilejów uzyskanych od Papieża Piusa XII. i obejmowała Ziemie zachodnie przyłączone do Polski po zakończeniu wojny. Tam oddał się do dyspozycji  swojego nowego przełożonego z ramienia kościoła, Administratora apostolskiego ks. Edmunda Nowickiego.

Jeszcze w marcu 1948 skierowany został przez niego do Słupska. W latach 1948-1951 pracował tam jako nauczyciel religii, spowiednik alumnów Małego Seminarium Duchownego, rektor kościoła św. Ottona, oraz kapelan sióstr ze zgromadzenia Franciszkanek Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Dekretem z 1 grudnia 1948, ks. Witucki został powołany w skład Concilium a vigilantia jako jeden z sześciu kapłanów administracji apostolskiej. W czasie pracy w Słupsku ks. Witucki coraz częściej zaczął odczuwać konsekwencje chorób, które trapiły go od czasu wojny. Ze względu na położenie Słupska w pobliżu morza, klimat okazał się szczególnie nieprzychylny jego zdrowiu, lekarze zalecali mu szybką zmianę miejsca pobytu. W związku z tym ks. Wituckiego, od 15 marca 1951r., otrzymał roczny urlop zdrowotny. Słupsk opuścił jednak z wielkim żalem dopiero 12 kwietnia 1951r. Na urlop zdrowotny wyjechał do rodzinnej archidiecezji gnieźnieńskiej, gdzie pomagał w pracy duszpasterskiej w Kruszwicy, ks. prałatowi Pawłowi Pękackiemu, którego  poznał jeszcze we Francji.

W tym czasie postanowił przenieść się w te okolice na stałe, rozpoczął więc  starania o reinkardynację do archidiecezji gnieźnieńskiej. Prymas Polski zgodził się jednak tylko na kilkumiesięczne przedłużenie urlopu zdrowotnego i na ten okres tymczasowo powierzył ks. Wituckiemu parafię w Wójcinie. Nie wyraził jednak zgody na reinkardynację do Gniezna. Prymas Polski Stefan kard. Wyszyński, dekretem z dnia 7 czerwca 1952 r., zwolnił ks. Wituckiego z obowiązków administratora parafii w Wójcinie od dnia 1 lipca br. i podziękował mu za pracę duszpasterską w archidiecezji. Ks. Witucki musiał więc wrócić do diecezji macierzystej.

Ówczesny administrator ordynariatu gorzowskiego ks. Zygmunta Szelążka powierzył z dniem 10 lipca 1952 r. ks. Bernardowi Wituckiemu stanowisko proboszcza parafii w Dąbrówce Wielkopolskiej, liczącej nieco ponad tysiąc wiernych. Stanowisko to piastował przez kolejne siedemnaście lat. W tym czasie dwukrotnie wyjeżdżał na Zachód Europy. Za pierwszym razem na przełomie lipca i sierpnia 1957 r. wyjechał do Francji, gdzie w dniu 4 sierpnia, odprawił Mszę Świętą w polskim kościele w Paryżu z okazji swojej dwunastej rocznicy święceń kapłańskich i Mszy Prymicyjnej. W czasie pobytu we Francji wygłosił też przemówienie, transmitowane przez francuską rozgłośnię radiową w Lille, dotyczące sytuacji w ówczesnej Polsce. Fakt ten nie umknął uwadze przedstawicieli władz polskich, które odniosły się doń nieprzychylnie. Drugi ks. Bernard Witucki otrzymał zgodę na wyjazd za granicę  dopiero w 1965r. W czasie od 29 czerwca do 20 lipca 1965 r. przebywał we Francji, głównie w diecezji Saint-Flour, z którą był w latach 40-tych związany.

W dniu 12 grudnia 1969 r., po siedemnastu latach pracy w Dąbrówce Wielkopolskiej  ks. Bernard Witucki został mianowany administratorem parafii w Krajence w dekanacie złotowskim, liczącej ponad trzy tysiące wiernych.

Od 30 stycznia 1958 r. ks. Bernard Witucki należał do jedynej działającej oficjalnie w ówczesnej Polsce organizacji kombatanckiej ZBOWiD i był tam zarejestrowany jako kapitan. Aktywna działalność w ZBOWiD dała mu możliwość zwrócenia się do władz Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w sprawie wyjaśnienia kwestii uznania w Polsce jego stopnia generalskiego i zabranej mu po przyjeździe w 1948 roku książeczki wojskowej z wpisanym stopniem generała brygady. W odpowiedzi na te zapytania jak i jego aktywną działalność w środowiskach kombatanckich 16 maja 1968 r., na wniosek Ministra Obrony Narodowej PRL, nadano ks. Bernardowi Wituckiemu stopień podpułkownika z datą wsteczną od marca 1948 roku. Stopnia generalskiego jednak nie uznano. W takiej sytuacji ks. Witucki poprosił kombatancką organizację ZUPRO, działającą w Europie Zachodniej, której był członkiem, o poparcie. ZUPRO ponowiła jego nominację na generała brygady WP i Alianckich Sił Zbrojnych Europejskiego Frontu Wewnętrznego wystawiając odpowiedni dyplom 20 kwietnia 1970 roku z datą wsteczną od 24 grudnia 1948 roku. Choć dokument ten został przedłożony władzom PRL, nie został zaakceptowany. Mimo to ks. Witucki, od czasu jego uzyskania podczas ważnych uroczystości i świąt państwowych, zaczął się pokazywać w mundurze generała brygady WP, nie napotykając na żadne szykany ze strony władz.

Pod koniec lipca 1970 roku ks. Witucki obchodził uroczystość 25-lecia swego kapłaństwa. Z tej okazji gościł w lipcu i sierpniu w Krajence dwie grupy swoich kolegów – kapłanów z Francji. We wrześniu 1970 za zgodą biskupa wyjechał do belgijskiej miejscowości Kemmel, gdzie brał udział w kongresie IMOS. W 1971 roku, ks. Witucki wyjechał w trzymiesięczną podróż po krajach Europy Zachodniej. W okresie od 10 czerwca do 10 września, spotkał się w Paryżu z tamtejszym arcybiskupem kardynałem Marty, odwiedził siedzibę ZUPRO. Wraz z delegacją kombatantów uczestników walk we Francji, Luksemburgu, Belgii i Włoszech, odwiedził te kraje i wziął tam udział w szeregu oficjalnych spotkań i uroczystości.

W związku ze zmianami administracyjno - terytorialnymi w dniu  28 czerwca 1972 roku, parafia w Krajence, znalazła się w granicach Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej, a jej proboszcz ks. Bernard Witucki został automatycznie inkardynowany do tej diecezji.

W 1971 roku ks. Witucki złożył na amerykańskim Uniwersytecie Harvard’a Pracę na temat: „Problem ładu społecznego – Pokoju i Łaski w S. Teologii św. Tomasza z Akwinu”. Na jej podstawie Amerykańska Akademia Międzynarodowa Uniwersytetu Harvard’a, 27 czerwca 1973 r., nadała ks. Bernardowi Wituckiemu, stopień naukowy doktora teologii (nr 267). W związku z tym, iż nie planował pracy naukowej w kraju, nie poczynił starań w celu nostryfikacji swojej pracy w Polsce. Choć w późniejszym czasie, zdarzały się czasem przypadki, iż był tytułowany przez inne osoby stopniem doktora sam nigdy w żadnym ze swych pism nigdy go nie używał.

 Dekretem biskupa z 28 czerwca 1974 r., ks. Witucki został mianowany na stanowisko proboszcza parafii pod wezwaniem św. Mikołaja w Wałczu, a nieco ponad miesiąc później 15 sierpnia, został nominowany na wałeckiego dziekana. W nowej liczącej ponad dziewięć tysięcy wiernych parafii ks. Witucki nawiązał szczególnie zażyłe kontakty z grupą mieszkających tam weteranów II wojny światowej. Wraz z nimi zaangażował się w działalność kombatancką. Jednym z jego najbliższych współpracowników był major Stanisław Reginiewicza, którego mianował swoim adiutantem.

Po ponad rocznej pracy w Wałczu ponownie pogorszył się stan zdrowia ks. Wituckiego, coraz częściej dawało o sobie znać osłabione serce, dodatkowo doskwierał mu reumatyzm. W związku z tym od 14 lipca 1975 r. otrzymał urlop zdrowotny na okres jednego roku, na który udał się do rodzinnej Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Przez cały okres urlopu zdrowotnego ks. Generał mieszkał na terenie Archidiecezji Gnieźnieńskiej, a od października zamieszkał bezpośrednio w Gnieźnie, przy ul. Roosvelta 104/5. W tym czasie pomagał tamtejszym kapłanom w pracy duszpasterskiej w parafiach, oraz prowadził rekolekcje. Po mimo złego stanu zdrowia, uczestniczył w pielgrzymce kombatanckiej na Jasną Górę i 3 maja 1976 roku wraz z innymi generałami Rzeczypospolitej złożył swój order Virtuti Militari przy tamtejszym ołtarzu. Otrzymał wówczas jasnogórski medal „Pro Fide et Patria”.

W maju 1976, ze względu na szybkie pogorszenie się stanu zdrowia, poprosił biskupa o przedłużenie urlopu zdrowotnego. Następnie za zgodą Biskupa Ordynariusza wyjechał za granicę w celu podjęcia leczenia u znajomych lekarzy, głównie we Francji. W czasie pobytu za granicą odwiedził również wielu swoich kolegów, w tym gen. Zdrojewskiego. W czasie pobytu w Belgii, został odznaczony Orderem Compagnons d’Honneur. Do kraju powrócił 31 lipca 1976 roku, czekał tu już na niego dekret Biskupa Ignacego Jeża wydłużający jego urlop zdrowotny do 31 lipca 1978 roku. W związku z tym w październiku, tego samego roku otrzymał też dekret zwalniający go z pełnienia funkcji proboszcza w Wałczu.

            Ks. Witucki ponownie wyjechał do Francji w celu kontynuacji leczenia. Przy okazji pobytu za granicą odwiedził znajome kręgi kombatanckie. W 1977 r. ks. Generał przebywał w krajach Europy Zachodniej od 4 maja do 4 sierpnia. Uczestniczył tam w defiladzie 21 lipca z okazji święta narodowego Francji, jako specjalny gość honorowy

Po powrocie do Polski ks. Witucki mieszkał w Gnieźnie, zajmował się prowadzeniem rekolekcji i pracą misyjną, służył też pomocą również w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. W listopadzie 1978r. na prośbę Biskupa Ordynariusza I. Jeża, został tymczasowym zarządcą parafii w Koczale, należącej do dekanatu Miastko. W związku ze stałym pogorszeniem się stanu zdrowia ks. Witucki w piśmie z 30 czerwca 1979 r., popartym  odpowiednimi zaświadczeniami lekarskimi, poprosił Biskupa Jeża o dekret emerytalny. Biskup przychylił się do tej prośby i z dniem 22 sierpnia 1979 r. ks. Witucki przeszedł na emeryturę.

Jak się jednak niebawem okazało, nie dane mu było zakończyć pracy. Stało się tak w wyniku zbiegu okoliczności. We wrześniu 1979 r. proboszcz z Ustki uległ poważnemu wypadkowi, pojawiła się więc nagła potrzeba, jego zastąpienia. Z prośbą o to zwrócił się do ks. Wituckiego Biskup Ignacy Jeż. Po kilkunastodniowym zastępstwie w Ustce, ks. Witucki otrzymał 29 listopada 1979 r. od Biskupa dekret powołujący go na stanowisko proboszcza parafii pod wezwaniem NMP Wspomożycielki Wiernych w Miastku. Parafię zamieszkiwało ponad dziewięć tysięcy wiernych. Nowemu miasteckiemu proboszczowi w pracy pomagało dwóch księży wikariuszy. W parafii istniały dwa kościoły główny w Miastku i filialnym w oddalonych o siedem kilometrów Miłocicach. Po mimo ciągłych problemach zdrowotnych, z pomocą wikariuszy, ks. Witucki, pełnił obowiązki proboszcza w Miastku aż do 31 lipca 1985 roku, kiedy ostatecznie przeszedł na emeryturę. Ks. Bernard pożegnał się ze swoimi parafianami, 28 lipca, w przeddzień czterdziestej rocznicy swoich święceń kapłańskich.

Z Miastkiem ostatecznie związał swe losy na stałe. Tu zbudował swój dom, na ul. Słonecznej 18A (obecnie jest to ulica Ks. Gen. . Wituckiego), w którym po przekazaniu w 1985 roku parafii swojemu następcy, spędził ostatnie lata życia, do końca pozostając człowiekiem aktywnym w wielu dziedzinach. Przede wszystkim zajmował się głoszeniem rekolekcji o Bożym Miłosierdziu, zajmował się wieloma sprawami związanymi z kombatantami, gdy zachodziła taka potrzeba pomagał okolicznym księżom w ich pracy duszpasterskiej. W ostatnich latach swego życia bardzo często wyjeżdżał też za granicę. Jednym z głównych powodów była przede wszystkim ciągła rehabilitacja i leczenie. W 1985 roku we Francji wstawiono mu również rozrusznik serca. W dniu 13 maja 1989 w Paryżu zmarł gen. Antoni Zdrojewski, dawny przełożony i przyjaciel ks. gen. Wituckiego, na którego pogrzebie ks. Witucki wygłosił homilię.



Ks. Gen. Bernard Witucki (w środku) podczas Apelu Poległych 9.V.1981



Jak trudno ominąć politykę


Po mimo faktu, iż ks. Bernard Witucki poświęcił się po wojnie pracy kapłańskiej, nigdy w pełni nie odciął się od swojej wojskowej przeszłości, często też z tego powodu wielka i mała polityka wkraczała w jego życie osobiste, czy tego chciał czy nie.

Ze względu na konspiracyjną przeszłość, kontakty zagraniczne, jak i powojenną działalność jego osoba wzbudzała zainteresowanie Służby Bezpieczeństwa i służb specjalnych PRL. Od 23 maja 1955 roku Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej w Zielonej Górze prowadziła sprawę ewidencyjno-obserwacyjną o kryptonimie „Pasterz”, której głównym celem był ks. Bernard Witucki. Celem tej akcji była inwigilacja i zbieranie dowodów dotyczących wrogiej działalność politycznej wykonywanej pod osłoną kultu religijnego, którą według władz prowadził ks. Witucki. Sam inwigilowany wiedział o podejmowanych przez Służbę Bezpieczeństwa działaniach dotyczących jego osoby i dał wyraz swojemu niezadowoleniu w liście wysłanym w 1956 roku bezpośrednio do premiera rządu PRL Józefa Cyrankiewicza. Po mimo tego działania te prowadzono, aż do listopada 1959 roku.  

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych, ks. Witucki wzbudził ponownie zainteresowanie służb specjalnych PRL. Powodem tego były jego częste jak na ówczesne realia wyjazdy zagraniczne i stałe kontakty z pracownikami Ambasady Francuskiej w Warszawie. Z tego względu Służba Bezpieczeństwa postanowiła rozpocząć Sprawę Operacyjnego Sprawdzania pod kryptonimem „Kombatant” (Akta SOS „Kombatant”, Archiwum Delegatury IPN w Poznaniu, sygn. IPN Po 08/1090). Swoją akcję, pracownicy Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Poznaniu, rozpoczęli 10 marca 1979 r. W czasie prowadzenia sprawy, poza rutynową inwigilacją, wykorzystując nieobecność ks. Wituckiego przeprowadzono m.in. instalację podsłuchu telefonicznego, przeszukano szczegółowo całe mieszkanie, przeglądano i kopiowano całą korespondencję pocztową. Działania te nie potwierdziły przypuszczeń Służby Bezpieczeństwa, co do możliwości współpracy ks. Wituckiego z francuskimi służbami specjalnymi i 15 grudnia 1980 r. sprawę zakończono, zaniechując dalszych działań.

Po aresztowaniu w wrześniu 1953r. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, na konferencji rejonowej duchowieństwa diecezji gorzowskiej ks. Bernard Witucki przedstawił zredagowane przez siebie pismo do władz państwowych z natychmiastowym żądaniem uwolnienia Prymasa.  Pismo to z inicjatywy ks. Wituckiego podpisali wszyscy kapłani. Był to jeden z pierwszych w Polsce wyrazów sprzeciwu wobec władz w tej sprawie. Ks. Witucki był lubianym kapłanem, człowiekiem o dużym doświadczeniu życiowym, który nie bał się mówić głośno tego co myśli, przez co często spotykał się z szykanami ze strony władz PRL-u. Na próby atakowania swojej osoby przez przedstawicieli PRL-owskich władz zawsze odpowiadał odważnie i honorowo.

Ks. Bernard Witucki czynnie działał też w rozmaitych organizacjach kombatanckich zrzeszających byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie. Rada Naczelna Federacji Kombatantów Alianckich w Europie, dekretem z 3 maja 1968 r., mianowała ks.Wituckiego, Delegatem Pełnomocnikiem tejże organizacji na Polskę. Do jego uprawnień i obowiązków należało przedstawianie zarządowi FKAE – ZUPRO – IMOS, kandydatów do odznaczeń oraz wręczanie tychże odznaczeń na terenie Polski. Zajmował się też weryfikowaniem dokumentów byłych kombatantów z frontu zachodniego, utrzymywaniem ścisłego kontaktu z władzami Ministerstwa Obrony Narodowej PRL oraz zarządem ZBOWiD, którego był członkiem. Poza działalnością w środowisku kombatanckim, na przełomie lat 70 i 80 związał się też wyraźnie ze środowiskiem nielegalnej opozycji w kraju. W niecały miesiąc przed wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego, ks. Witucki otrzymał legitymację członkowską Koła Kombatantów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Osoba ks. Wituckiego, jego działalność i związki ze środowiskiem opozycyjnym nie podobały się władzom PRL. Niemniej jednak pomimo prób inwigilacji nie udało się znaleźć przekonujących dowodów na jego wrogą działalność wymierzoną przeciwko PRL. Dlatego też próbowano zdyskredytować go podważając jego zasługi i stopień. Na jednej z cotygodniowych konferencji prasowych, transmitowanych w telewizji publicznej, 18 października 1988 roku, rzecznik prasowy rządu PRL – Jerzy Urban wypowiedział się bardzo krytycznie o księdzu generale podważając też jego stopień. Pretekstem ku temu była jego działalność w środowiskach opozycyjnych skupionym przy kościele św. Brygidy w Gdańsku. Jeszcze tego samego dnia ks. Witucki wysłał telegram do Jerzego Urbana, w którym w ostrych słowach skrytykował rzecznika stwierdzając, iż jego wypowiedzi godne są, jak to określił dosadnie bywalca  „karczmy przydrożnej”, a nie rzecznika rządu, zawiadomił też, że jest w stanie udokumentować swój stopień i zażądał publicznych przeprosin. Przyniosło to jednak połowiczny efekt, bowiem na kolejnej konferencji prasowej, 27 października 1988, Jerzy Urban choć publicznie odczytał telegram od ks. Wituckiego, w dalszym ciągu podtrzymał swoje zarzuty. W związku z tym ks. Witucki szukał poparcia u wielu osób za granicą oraz w kraju, w tym między innymi u samego gen. Wojciecha Jaruzelskiego, nie przyniosło to jednak oczekiwanego rezultatu.

Mniej znanym i rzadko omawianym epizodem z życia ks. Gen. B. Wituckiego są jego związki polityczne z samozwańczym prezydentem Juliuszem Nowiną – Sokolnickim, w którego rządzie był ministrem stanu. Przyczyny jego powiązania się z samozwańczym prezydentem Sokolnickim, nie uznawanym przez oficjalne kręgi emigracyjne nie są do końca jasna. Najprawdopodobniej ks. gen. B. Witucki związał się z tym środowiskiem za pośrednictwem gen. Antoniego Zdrojewskiego, pod którego rozkazami walczył wcześniej we Francji i którego zaliczał do grona swoich najbliższych przyjaciół. Z przyczyn bliżej nieokreślonych, gen. Antoni Zdrojewski, opowiedział się jednoznacznie po stronie obozu prezydenta Sokolnickiego, tym samym powodując, iż jego przyjaciel ks. gen. B. Witucki związał się również z tym obozem.

Dokładna analiza sporów o władzę w kręgach polskiej emigracji nie mieści się jednak w ramach tego artykułu, interesuje nas tu bowiem osoba ks. gen. Wituckiego. Niemniej jednak fakt jego zaangażowania w działalność jednego z ugrupowań, obecnie uznawanego za nieoficjalne, nasuwa konieczność krótkiego objaśnienia genezy tego konfliktu.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 23 kwietnia 1935 r. w art. 24 zakładała możliwość pełnienia urzędu prezydenta, poza granicami kraju, w okresie wojny i nadawała prezydentowi prawo do wyznaczania swojego następcy, w przypadku niemożliwości jego demokratycznego wyboru w kraju. W wyniku tego Prezydent Polski Ignacy Mościki po swoim internowaniu w Rumunii, we wrześniu 1939 r. na mocy konstytucji wyznaczył swojego następcę na uchodźctwie, którym nie bez problemów zresztą, został Władysława Raczkiewicza. Ten z kolei, na swojego następcę, wyznaczył Augusta Zaleskiego, który urząd ten pełnił od śmierci Raczkiewicza w 1947 do własnej śmierci w 1972 roku. W wyniku niejasności pojawiło się dwóch pretendentów do stanowiska Prezydenta Polski na Uchodźstwie, z których każdy starał się udowodnić, iż to on został wyznaczony wcześniej przez zmarłego już poprzednika. Wraz ze śmiercią  Zaleskiego w polskiej emigracji nastąpił więc podział. Juliusz Nowina-Sokolnicki 8 kwietnia 1972 wykorzystując fakt śmierci Prezydenta RP na Uchodźstwie Augusta Zaleskiego, rozesłał fotokopie dokumentu stwierdzającego, że jest on wyznaczonym następcą przez zmarłego prezydenta Zaleskiego powołując się na dokument nominacji na następcę Prezydenta RP na Uchodźstwie z 22 września 1971 roku. Powstały wówczas dwa obozy: prezydenta Stanisława Ostrowskiego i prezydenta Juliusza Nowiny Sokolnickiego. Skutki tego podziału odbiły się negatywnie na reputacji całego środowiska emigracyjnego, dając preteksty do agitacji propagandowej władzom PRL. Obóz skupiony wokół prezydenta S. Ostrowskiego cieszył się większym uznaniem w środowiskach emigracyjnych. Po S. Ostrowskim, prezydentami, w tym obozie, byli kolejno Edward Raczyński, Kazimierz Sabbat i Ryszard Kaczorowski. Zgodnie z postanowieniem z 15 października 1993 roku, ogłoszonym przez wybranego w demokratycznych wyborach w kraju prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, władze niepodległej już Polski uznały za legalną tylko działalność linii wywodzącej się od prezydenta S. Ostrowskiego. Tymczasem równolegle do tego obozu od 1972 do 1990 roku działał obóz skupiony wokół osoby prezydenta Juliusza Nowiny Sokolnickiego, który stworzył własny odrębny rząd emigracyjny. Obóz ten obecnie uznawany za nieprawomocny i samozwańczy był mniej popularny i wzbudzał wiele kontrowersji, głównie z uwagi na samego J. Nowinę Sokolnickiego.

Z tym właśnie obozem związany był, poprzez zażyłą znajomość z gen. Zalewskim, ks. gen. Bernard Witucki. Otrzymał w tym czasie od rządu Sokolnickiego kilka odznaczeń. Dekretem z dnia 11 listopada 1978 r., Krzyż Oficerski IV kl. Orderu Odrodzenia Polski, dekretem z dnia 3 maja 1985 r., Krzyż Złoty Orderu Wojennego Virtuti Militari IV kl., za wybitne zasługi dla Ojczyzny w 1985 r. i 1988 r. otrzymał też kolejno Krzyż Komandorski z Gwiazdą II kl. oraz Wielką Wstęgę I kl. Orderu Polonia Restituta. Do zakończenia działalności polskich rządów na emigracji w 1990r., ks. gen. B. Witucki honorowo pełnił funkcję ministra stanu w dwóch kadencjach rządu londyńskiego w latach 1989-1990. Prezydent Sokolnicki, dekretem z 11 listopada 1990 r. mianował ks. generała dywizji Bernarda Wituckiego na stopień Generałem Broni. Na szczególną uwagę zasługuje fakt przyznania, dekretem z 20 marca 1987 roku ks. gen. B. Wituckiemu najwyższego francuskiego odznaczenia państwowego – Legii Honorowej. W uzasadnieniu zwrócono uwagę na bohaterskie czyny ks. B. Wituckiego, których dokonał na ziemi francuskiej działając w ruchu oporu, oraz nieustanne podtrzymywanie przyjaźni, która od wieków łączyła Francję i Polskę. Krzyż Kawalerski Legii Honorowej wręczył mu 14 lipca 1987 r. w Ambasadzie Francuskiej w Warszawie, attache sił zbrojnych pułkownik Jan Pichot-Dulcos.

W 1982 Juliusz Nowina-Sokolnicki powołał do życia honorową jednostkę militarną emigracji polskiej, nadając jej nazwę "Polska Niezależna Brygada Rezerwowa". Honorowym członkiem tej jednostki był  również ks. gen. B. Witucki. Pod koniec lat osiemdziesiątych ks. gen. B. Witucki pełnił też rolę delegata prezydenta Sokolnickiego na kraj. Zajmował się przede wszystkim przedstawianiem do odznaczeń zasłużonych osób i przekazywanie im tych odznaczeń oraz tytułów nadanych przez rząd Sokolnickiego. W imieniu prezydenta Sokolnickiego, ks. Witucki, nadal pośmiertnie Wielką Wstęgę Orderu Odrodzenia Polski, zamordowanemu ks. Jerzemu Popiełuszko. Podobnych odznaczeń i nominacji, jako delegat prezydenta, ks. Generał przekazał bardzo wiele.

Do najważniejszych, a zarazem i najbardziej kontrowersyjnych dekoracji dokonanych przez Ks. gen. B. Wituckiego należało wręczenie Lechowi Wałęsie  Wielkiej Wstęgi Orderu Odrodzenia Polski w dniu 4 lutego 1988 roku oraz wręczenie w dniu 8 października 1989 roku Lechowi Wałęsie i ks. prałatowi Henrykowi Jankowskiemu z Gdańska Orderu Orła Białego. Sprawa ta odbiła się szerokim echem w środowisku emigracyjnym, a zwłaszcza w przeciwnym obozie prezydenta Sabbata (poprzednik Kaczorowskiego), wprawiając w zakłopotanie udekorowanych, którzy nie zdawali sobie w owym czasie w pełni sprawy ze znaczenia istniejących na emigracji podziałów. Sprawa ta jest więc warta szerszego opisania.

Sokolnicki jako samozwańczy „Prezydent Wolnej Polski”, postanowił rozbudować swoje wpływy w kraju, gdzie istniały wyraźne symptomy rychłego upadku władz komunistycznych. W tym celu w 1988 roku postanowił odznaczyć wysokimi odznaczeniami legendarnych bohaterów Sierpnia 1980 roku, przewodniczącego „Solidarności” Lecha Wałęsę i ks. Henryka Jankowskiego. Działania te miały uwiarygodnić Sokolnickiego, w oczach opozycji w kraju jako prawdziwego i jedynego następcę prezydenta Augusta Zaleskiego. Sytuacja była sprzyjająca, bowiem większość ludzi w Polsce, zmęczonych polityką komunistycznych władz, które stosowały jak narzędzia, oszustwo i szykany, szukała autorytetów, kogoś kto mógłby stanowić alternatywę dla ówczesnych władz PRL. W lutym 1988 roku ks. gen. Bernard Witucki, jako wysłannik emigracyjnego prezydenta Sokolnickiego, udekorował na plebani parafii pod wezwaniem św. Brygidy w Gdańsku przewodniczącego podziemnej „Solidarności” Lecha Wałęsę wielką wstęgą Orderu Polonia Restituta i wręczył ks. Henrykowi Jankowskiemu, proboszczowi św. Brygidy nominację na stopień pułkownika Wojska Polskiego w Korpusie Oficerów Duszpasterstwa.

Sprawa ta wywołała znaczne zamieszanie w kręgach emigracyjnych, które w znacznej większości uznawały za oficjalnego polskiego prezydenta na uchodźstwie Kazimierza Sabbata. W dniu 31 października 1988 r. minister spraw krajowych w gabinecie premiera rządu polskiego na uchodźstwie, późniejszy oficjalny następca prezydenta Sabbata, Ryszard Kaczorowski skierował pismo do Jego Eminencji księdza biskupa Tadeusza Gocłowskiego, w którym przedstawił całą aferę związaną z dekorowaniem Lecha Wałęsy oraz ks. Henryka Jankowskiego. W kwestii  ks. gen. Wituckiego, Kaczorowski pisał: „Rząd Rzeczypospolitej na Uchodźstwie żadnej służby duszpasterskiej, ani też innej wojskowej na terenie Kraju nie organizuje. Nie mianuje i nie awansuje Kapelanów”. W piśmie Kaczorowski zwracał się z prośbą do biskupa gdańskiego, by nakłonił Lecha Wałęsę, aby wyraźnie i stanowczo odciął się od działań Sokolnickiego. W liście tym Kaczorowski napisał o Wałęsie: „Nie chcemy narażać jego autorytetu tak ważnego dla Kraju i nie chcemy go ośmieszać, z drugiej jednak strony nie można tolerować posługiwania się jego autorytetem w rozbijaniu emigracji niepodległościowej”.



Lech Wałęsa, Ks. Gen. Bernard Witucki oraz ks. Henryk Jankowski 

 po dekoracji w lutym 1988 roku.

Ks. H. Jankowski, Lech Wałęsa i ks. Gen. Bernard Witucki

Przez swoje powiązania z rządem Sokolnickiego, ks. Witucki nie miał dobrej opinii w drugim, obecnie uznawanym za legalny, rządzie emigracyjnym. Przysporzyło mu to wielu przeciwników, z których wielu wypomina mu te związki do dziś. Pomimo tego cieszył się w kraju ogromnym autorytetem wśród działaczy niepodległościowych, a nawet wśród niektórych ówcześnie rządzących, a przede wszystkim u większości zwykłych ludzi którzy mieli okazję go poznać. Dlatego choć sprawy te wzbudzają obecnie wiele dyskusji i pozostawiają spore niejasności względem osoby Sokolnickiego, to na pewno nie umniejsza wielkości generała Wituckiego, którego intencje były czyste. Sam ks. gen. B. Witucki zawsze mówił, że jego działalność w kręgach kombatanckich i niepodległościowych znajduje się „ponad zwariowaną polityką świata współczesnego i ściśle wiąże się ze służebną miłością chrześcijańską bliźniego”.

Niewątpliwie jednak sprawa związków ks. Wituckiego z nie uznawanym rządem Sokolnickiego negatywnie zaciążyła na sprawie uznaniu jego nominacji generalskiej w niepodległej już Polsce. Kwestia dalej pozostaje nieuregulowana. Niemniej jednak w nowej rzeczywistości politycznej, niepodległego już państwa Polskiego, nikt nie negował tego, że ks. Bernard Witucki jest generałem Wojska Polskiego. Zarząd Główny Związku Kombatantów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, wydał ks. B. Wituckiemu, jedną z pierwszych legitymacji z zaznaczonym stopniem generalskim, która została zatwierdzona przez władze III RP.

EPILOG

Ksiądz Generał Bernard Witucki zmarł rankiem 26 lipca 1993 roku w wieku 75 lat. Na jego pogrzeb na cmentarzu komunalnym w Miastku przybyło wielu ludzi, w tym przedstawiciele rządu polskiego, ambasad Francji i Wielkiej Brytanii. Był piękny słoneczny dzień. Kiedy jego ciało spoczęło w grobie nieopodal starej kaplicy, raz jeszcze w jego obecności zabrzmiała komenda wojskowa i ciszę przerwała salwa wystrzelona przez żołnierzy z kompani reprezentacyjnej Wojska Polskiego. Odszedł człowiek niezwykły, który życie swe poświęcił służbie Ojczyźnie i Bogu. Był chyba jedną z najwybitniejszych postaci z Miastka, choć swoje losy związał z nim dopiero u schyłku życia. Pamięć o nim pozostaje tu wciąż żywa, inspirując wielu ludzi. Nieopodal drogi  wylotowej w kierunku Słupska, na ustawionym tam głazie, umiejscowiono upamiętniającą go tablicę i ustawiono duży drewniany krzyż. On sam dał wyraz swej wiary zapisując w testamencie: „... stając na progu wieczności patrzę z wiarą, że idę do Domu Ojca, a Jezus Miłosierny, któremu zaufałem, jest gwarantem mej nieśmiertelności przez Eucharystię”.

 

Jarosław Lemański

P.S. Chciałbym wyrazić serdeczne podziękowania dla ks. Piotra za udostępnienie materiałów dzięki którym artykuł ten mógł powstać



   

Kamień z tablicą upamiętniającą ks. Gen. B. Wituckiego, znajdujący się w parku przy zejściu ulic Słupskiej i Gen. Wybickiego w Miastku.