Zdobycie Miastka

 

 

Jeszcze na początku lat 90-ych była w Miastku ulica imienia gen. Romanowskiego. Któż to był? Większość mieszkańców wiedziała o nim tylko tyle, że był dowódcą rosyjskich wojsk, które jak to się wtedy zwykło mówić „wyzwoliły” Miastko. Nieliczni tylko wiedzieli, iż dowodził on 19 Armią wchodzącą w skład 2 Frontu Białoruskiego. I ta wątła wiedza wkrótce zaczęła zanikać, kiedy to wraz ze zmianami ustrojowymi w Polsce zmieniono nazwy wielu ulic, niepoprawnych politycznie. Tak więc i w Miastku zmieniono nazwy: ulicę Armii Czerwonej na Armii Krajowej, osiedle 40-lecia PRL na Niepodległości, a pod koniec lat 90-ych znikła ostatnia tabliczka  na ulicy Bolesława Bieruta zastąpiona przez bardziej przytulną z nazwą: Domowa. I wszystko to chyba słusznie. Nie ma jednak już także ulic upamiętniających zdobycie Miastka w 1945 roku, bowiem ulicę gen. Romanowskiego i 3 Marca przemianowano na ulicę gen. Maczka i ulicę Konstytucji 3 Maja. Czy było to konieczne? Na ten temat można by dyskutować. Jedno jest pewne, coraz mniej ludzi w Miastku wie, kto i w jakich okolicznościach zdobył miasto w którym mieszkają, a zniknięcie upamiętniających ten fakt ulic tylko tę niewiedze pogłębia. Dlatego warto wrócić do tych wydarzeń i odtworzyć je.

 

Sytuacja strategiczna na froncie

 

            Aby w pełni zrozumieć okoliczności w jakich doszło do zdobycia Miastka, zwanego wówczas Rummelsburgem należy zacząć od początku, czyli rozpoczęcia przez Rosjan szeroko zakrojonej i zmasowanej ofensywy w drugiej połowie stycznia 1945r., która wyprowadzona z nad Wisły błyskawicznie doprowadziła do rozbicia niemieckiego frontu i rozdzielenia sił niemieckich na dwie części. Największe sukcesy w tej  błyskawicznej ofensywie trwającej nieco ponad miesiąc, odniosły wojska 1 Frontu Białoruskiego dowodzone przez marszałka Żukowa, które nacierając w centrum linii frontu, w kierunku na Berlin dotarły aż do Odry i uchwyciły na jej zachodnim brzegu przyczółek. Nacierające w tym samym czasie na obu skrzydłach 2 Frontu Białoruskiego fronty, na południu 1 Front Ukraiński marsz. I. Koniewa, a na północy 2 Front Białoruski marsz. K. Rokossowskiego wykonały znacznie skromniejsze postępy w marszu na zachód. Takie zresztą było też planowe założenie, dlatego też w ramach 1 Frontu Białoruskiego skupiono największe siły, z zadaniem wykonania szybkiego rajdu, który wbije się w niemiecką obronę jak najgłębiej, podczas gdy nacierające po jego bokach fronty będą zabezpieczać go przed kontratakami na tyły z flanki. Choć do osiągnięcia Berlina pozostało niewiele kilometrów, dalsze natarcie 1 Frontu trzeba było powstrzymać, bowiem uzyskane w nim postępy terenowe i tak przerosły stawiane przed nim planowo zadania, gdy tymczasem na obu flankach, na północy na Pomorzu, a na południu na Śląsku, dokonanego przez marszałka Żukowa wyłomu, pozostały znaczne siły niemieckie mogące poprzez kontratak zniweczyć cały sukces.

Zgromadzone na Pomorzu siły niemieckie zostały oficjalnie przegrupowane i otrzymały nazwę Grupy Armii „Wisła”. Przed kontynuowaniem natarcia na Berlin 1 i 2 Front Białoruski te właśnie ugrupowanie niemieckie musiały rozbić. Zadanie likwidacji niemieckich wojsk na Pomorzu spadło w głównej mierze na dowodzony przez marszałka Rokosowskiego 2 Front Białoruski. Plan działania zakładał w pierwszym etapie, pod koniec lutego, przeprowadzenie szybkiego, zaplanowanego na kilka dni rajdu wojsk pancernych, skierowanego w kierunku Koszalina z zadaniem dojścia do brzegu Bałtyku w ciągu 4 dni i rozdzielenia niemieckich sił na Pomorzu na dwie części.  Zadanie to miał wykonać 3. Korpus Pancerny Gwardii gen. A. Panfiłowa, wraz z 19. Armią gen. por. Kozłowa mającą stanowić jego odwód. Na flankach atak miał być wspomagany przez działania innych jednostek 2 Frontu Białoruskiego. W tak wykonany przez 3. Korpus wyłom miały wejść następnie pozostałe jednostki 2 Frontu Białoruskiego z zadaniem rozszerzenia wyłomu i natarcia w kierunku zachodnim na Szczecin i wschodnim na Gdańsk. Szybkie natarcie 3 Korpusu Pancernego Gwardii rozpoczęte 24 lutego 1945r., oraz brak dokładnego rozeznania przez Niemców planowego jego kierunku, spowodowały iż działanie to zakończyło się sukcesem. Nie będę tu opisywał szczegółów przebiegu tej operacji, choć są one bardzo ciekawe, bowiem nie taki jest cel tego artykułu. Sukces ten mógł jednak łatwo przerodzić się w klęskę, gdyby Niemcom udało się przeprowadzić kontratak z flanki, odcinający radziecki korpus. Konieczne stało się zabezpieczenie boków dokonanego przez wojska pancerne wyłomu. Zadanie to spadło na barki jednostek piechoty i artylerii.

 

Mapa przedstawia sytuacje na Pomorzu na przełomie lutego i marca 1945 r.

 

 

Sytuacja taktyczna w rejonie Miastka

 

            Z szeregu przesłanek w sztabie 2 Frontu Białoruskiego wyciągnięto wnioski iż Niemcy zamierzają wykorzystać rejon miejscowości Miastko, jako miejsce koncentracji wojsk do przeciwuderzenia na tyły wyłomu dokonanego przez 3. Korpus pancerny gen. Panfiłowa. Miastko był dogodnym węzłem komunikacyjnym w którym można by łatwo ześrodkować wymagane siły, które następnie mogły by kontratakować w kierunku południowo-zachodnim wykorzystując jako prowadnice północną flankę umocnień „Wału Pomorskiego”.

            W interesującym nas rejonie na południe od Miastka flankę dokonanego wyłomu zabezpieczały wchodzące w skład 2 Frontu Białoruskiego, 19. Armia i 70. Armia. Głównym i pierwszoplanowym zadaniem tych jednostek była osłona prawej flanki, podstawy dokonanego przez 3. Korpus Pancerny wyłomu, drugim istotnym zadaniem było jak największe poszerzenie wykonanego wyłomu poprzez prowadzenie działań ofensywnych w kierunku północno-wschodnim. Na ich drodze było więc Miastko.

O tym iż Niemcy posiadają w rejonie Miastka znaczne siły, które po wzmocnieniu mogły wykonać bardzo niebezpieczny dla Rosjan kontratak, świadczyły również niezbicie próby prowadzenia przez nich działań zaczepnych. Właśnie na tym odcinku rankiem 27 lutego doszło do próby kontrnatarć niemieckich, które przeprowadzone zostało na pododdziały 3. Korpusu Pancernego, pierwsze w pobliżu Bobolic na 18. Brygadę Panc. gw., a drugie w rejonie dopiero co zdobytego Białego Boru na broniący go 1070. pułk piechoty. Oba kontrataki przeprowadzone były siłami pojedynczych batalionów wspartych czołgami i nie odniosły zamierzonego celu. Niemniej jednak dalsze natarcie korpusu gen. Panfiłowa w kierunku morza zostało chwilowo wstrzymane, aż do czasu kiedy w ciągu dnia dwie dywizje piechoty z 19. Armii połączyły się z jego jednostkami tworząc względnie wyrównaną linię frontu zabezpieczającą skrzydło.

Kolejny niebezpieczny symptom świadczący o wzroście niemieckich sił w rejonie Miastka i próbach wykorzystania go jako miejsca koncentracji do działań zaczepnych miał miejsce 1 marca 1945 roku. W dniu tym z rejonu Miastka rozpoczęła natarcie w kierunku Białego Boru 4. Dywizja Grenadierów Panc. SS „Polizei”, z zadaniem przecięcia podstawy klina wyłamania pancernego, dokonanego przez 3. Korpus Pancerny gw. Pododdziały niemieckiej 4. Dywizji zepchnęły jednostki osłonowe radzieckiej 19. Brygady Panc. gw. do Sępolna Wielkiego i doszła do położonej około 1 km na północny-zachód linii Sępolno-Kołtki. Niemcom udało się ponownie zająć schrony „Wału Pomorskiego” w rejonie jeziora Bobięcińskiego i Sępolna jednak były one nieprzydatne bowiem, linia ta była przystosowana tylko do obrony przed atakiem ze strony wschodniej, gdy tymczasem Rosjanie, w wyniku przeprowadzonego przez 3. Korpus Pancerny gw. rajdu,  znajdowali się po wprost przeciwnej stronie pozycji. Dlatego też Niemcy biorąc pod uwagę powyższy fakt, oraz zdając sobie sprawę ze słabości własnych sił jak i faktu, iż kontratak był wyprowadzony zbyt późno zdecydowali się wycofać w kierunku północnym. Istniało bowiem zagrożenie że znacznie liczniejsze siły rosyjskie mogą odciąć ich tyły atakując siłami 19. Armii od strony Żydowa i 70. Armii od strony Miastka.

            Po mimo faktu iż niemieckie działania ze względu na szczupłość użytych sił jak i zbyt późne rozpoczęcie kontrataku, nie zakończyły się sukcesem, sztab 2 Frontu Białoruskiego nabrał przekonania co do konieczności rychłego zlikwidowania zagrożenia poprzez zdobycie Miastka, stanowiącego w tym rejonie ważny węzeł komunikacyjny i istotny punkt oporu. Miejscowość ta ułatwiała koncentracje wojsk niemieckich i stanowiła potencjalny punkt zaczepienia dla ewentualnych kontrataków mogących zagrażać­ daleko do przodu wysuniętym wojskom 3. Korpusu Panc. gw. oraz wspierającym jego natarcie na prawej flance, wysuniętym oddziałom 19. Armii, kierującej się w stronę Koszalina. Nowo mianowany 1 marca 1945 roku, dowódcy 19. Armii gen. Władimirowi Romanowskiemu powierzył zadanie zdobycia Rummelsburga znajdującym się na prawej flance swojej armii, jednostkom 40. Korpusu Armijnego gw.,  dowodzonego przez gen.por. Siemiena Pietrowicza Mikulskiego. Ostatecznie zaś bezpośredni ciężar zadania spaść miał na wchodzącą w skład korpusu 10. Dywizję Strzelecką gw. dowodzoną przez gen.maj. Haritona Aleksiejewicza Hudałowa oraz przydzielone jej jednostki wsparcia.

 

 

Zastępca dowódcy

2 Frontu Białoruskiego

gen. K.P. Trubnikow

 

Dowódca 19. Armii

gen. W. Romanowski

 

 

Siły wyznaczone do walki o Miastko

 

Do zdobycia Miastka z 40. Korpusu Armijnego wydzielono następujące siły:

- 10. Dywizja Strzelecka gw. dowodzona przez gen.maj. Haritona Aleksiejewicza Hudałowa 

- część sił 101. Dywizji Strzeleckiej gw. dowodzona przez pułk. Fiodora Aleksiejewicza Griebienkina

- 108. pułk art. samob. dowodzony przez maj. Alieksieja Maksymowicza Potapowa.

 

Dodatkowego wsparcia artyleryjskiego w czasie ataku udzielać miały następujące pododdziały 18. Artyleryjskiej Dywizji Przełamania dowodzonej przez gen.maj. Borysa Ilicza Kazanowa:

- 2. Brygada Ciężkiej Artylerii Haubicznej,

- część sił 65. Brygady Artylerii Lekkiej

-  42. Brygada Moździerzy,

- część sił  204. Armijnej Brygady Artylerii i Armat.

 

Jak widać główną siłę szturmową stanowiła 10. Dywizji Strzelecka wsparta liczną artylerią.  Trzon tej dywizji tworzyły znajdujące się w jej  składzie trzy pułki strzeleckie gwardii:

- 24. pułk strzelecki gw. dowodzony przez ppłk. Wasylija Fiedoriowicza Lazariewa,

- 28. pułk strzelecki gw. dowodzony przez pułk. Anatolija Romanowicza Pasko, 

- 35. pułk strzelecki gw. dowodzony przez maj. Gurija Iwanowicz Toloczko.

Poza pułkami strzeleckimi  w składzie dywizji znajdowały się też:

- 13. kompania rozpoznawcza dowodzony przez por. P.A. Dmitriewa

- 1 batalion saperów gw.

- 82 samodzielny batalion łączności gw.

- oraz pododdziały logistyczne, transportowe, medyczne, chemiczne itp.

 

Niemcy tymczasem zgromadzili w samym Miastku i jego najbliższej okolicy znaczne siły wojskowe zdolne do podjęcia obrony, w oparciu o przygotowane wcześniej umocnienia polowe. Już 26 stycznia 1945 roku Himmler wydał rozkaz ewakuowania Niemców z Miastka. Z rozkazu II Okręgu Wojskowego w Miastku przystąpiono do budowy umocnień polowych. Na podejściach do miasta utwo­rzone zostały umocnione punkty oporu. Jeden z tych umocnionych punktów w niewielkiej wiosce Wołcza Mała, w wyniku przeprowadzonych na przełomie lutego i marca działań, stał się wysuniętą pozycją i wcinał się niebezpiecznie w linie Rosjan.

 

Pozycje w Miastku i okolicy obsadzały:

- część sił  4. Dywizja Grenadierów Pancernych SS „Polizei”

- 4. grupa pancerna SS

- 203. Dywizja Piechoty 

- 549. Dywizja Grenadierów Ludowych (Volks-Grenadier-Division)

 

Wydawać by się mogło, że siły obrońców są znacznie większe niż atakujących Rosjan. Jednak tak nie było. Nie dysponujemy dokładnym spisem liczbowym, jednak przyjąć należy, iż wspomniane wyżej  jednostki niemieckie nie odbiegały w niczym od innych walczących w tym okresie na Pomorzu. A stan wojsk niemieckich był iście opłakany. Stany liczebne jednostek były w wyniku strat i braku możliwości szybkiego uzupełnienia znacznie zaniżone i nie osiągały często nawet połowy liczby przewidzianej etatem. Dodatkowo większość nowych rekrutów wcielanych do jednostek była bardzo źle wyszkolona i często nie w pełni sprawna. Do jednostek wcielano zdemoralizowanych żołnierzy z rozbitych formacji, chorych ze szpitali, młodzież, a nawet obcokrajowców. Również jednostki Volkssturmu, czyli pospolitego ruszenia, sformowane z nastolatków, starców i niezdolnych do służby w wojsku, nie przedstawiały znacznej siły. Byli to żołnierz źle wyszkoleni, niewprawni w boju i często słabo uzbrojeni.  

Jeszcze gorzej przedstawiało się wyposażenie w sprzęt ciężki. Jednostki posiadały nieliczną artylerię z ograniczonym zapasem amunicji, a jednostki pancerne, często były pancerne tylko z nazwy, bowiem posiadały nieliczne tylko sprawne czołgi. Przykładowo działająca w tym czasie na Pomorzu 7 Dywizja Pancerna posiadała w dniu 15 marca 1945r. tylko 29 sprawnych czołgów i dział pancernych, a w poprzednich kilku miesiącach stan ten nie przekraczał ok. 50, podczas gdy etatowo powinno ich być 120-140 sztuk.

Niemcy nie mogli również liczyć w tym okresie na liczące się wsparcie lotnicze, w przeciwieństwie do Rosjan, którzy posiadali liczne samoloty lotnictwa wsparcia, szturmowe, bombowe i myśliwskie.

Sytuacja w jednostkach rosyjskich często również nie była najlepsza, jednak ich doświadczenie bojowe, stan uzbrojenia, liczebność oraz zaopatrzenie w paliwo i amunicję było znacznie lepsze.

 

      

Volkssturm w okopach                                                        Rosyjscy piechurzy

 

 

Atak na Miastko

 

Trudno jest dziś znaleźć dokładne dokumenty relacjonujące przebieg szturmu na Miastko. Dlatego zostanie on tu odtworzony głównie w oparciu o relacje dowódcy rosyjskiej 10. Dywizji Strzeleckiej gw. gen.maj. H. A. Hudałowa, którego to jednostka zdobyła miasto.

W dniu 2 marca 1945 do gen. Hudałowa zadzwonił zastępca głównodowodzącego 2 Frontem Białoruskim gen. K.P. Trubnikow. W rozmowie tej wyraził swoje niezadowolenie z faktu iż Miastko wciąż nie jest zdobyte, zażądał wyjaśnień i zaznaczył, że zagraża to rozwojowi ofensywy prowadzonej przez pozostałe jednostki frontu. Generał Hudałow próbował wyjaśniać iż opóźnienie to jest spowodowane problemami z zaopatrzeniem w amunicję, brakiem dostatecznej ilości broni przeciwpancernej i dotychczasowym szybkim jak na jednostkę piechoty tempem natarcia. Generał Trubnikowa stwierdził, iż niezbędne zaopatrzenie i jednostki wsparcia są w drodze i zażądał natychmiastowego zajęcia Miastka najpóźniej do godziny 12.00 następnego dnia. Zagroził też, że w przypadku nie wykonania zadania wyśle do gen. Hudałowa prokuratora wojskowego w celu przeprowadzenia śledztwa. Tak jasno sprecyzowana groźba nie pozostawiała żadnych wątpliwości, iż dalsza kariera dowódcy 10. Dywizji będzie skończona w przypadku niewykonania zadania. Dlatego też bezzwłocznie rozpoczął on, wraz ze swoim sztabem przygotowywanie planów ataku. Czasu było niewiele.

 

Plan okolicy Miastka – czasy współczesne.

 

Plan ataku zakładał, że nocą z 2 na 3 marca przewidziane do szturmu jednostki zajmą pozycje wyjściowe i nad ranem rozpoczną atak. Atak podzielono na dwie główne fazy. W pierwszej fazie należało zlikwidować niebezpiecznie wysunięty niemiecki punkt oporu we wsi Wołcza Mała. W tym celu 13. kompania rozpoznawcza miała obejść nocą wieś od tyłu i po zajęciu dogodnych do ataku pozycji powiadomić o tym dowódcę 35. pułku strzeleckiego, zajmującego pozycję na przeciwko tej wsi. Następnie obydwie jednostki, przed świtem rozpocząć miały wspólny atak z dwóch stron. Po zdobyciu Wołczy Małej rozpocząć się miała druga główna faza, bezpośredni atak na Miastko od południowego-wschodu.

Główny atak na miasto przebiegać miał następująco. Zgodnie z radą oficera operacyjnego sztabu dywizji kap. A.P. Maljukowa dla szybkiego zdobycia miasta zamierzano wykorzystać układ terenu umożliwiający łatwe i skryte podejście do jego centrum. Od zakładu przemysłowego położonego na południowo-wschodnim skraju miasta przez pole przechodził głęboki kanał wodny, który przekształcał się w niewielki wąwóz. Tamtędy właśnie można było skrycie podejść bezpośrednio pod środkową część miasta. Zadanie to miał wykonać 28. pułk strzelecki gw. dowodzony przez pułk. Pasko. Jeden z batalionów tego pułk miał zająć pozycje w wąwozie i rozpocząć atak już w trakcie przygotowania artyleryjskiego. Pozostałe bataliony wsparte przez artylerię miały przejść tak przetartą trasą i w ten sposób cały 28. pułk miał znaleźć się w centrum miasta. Kolejny 24. pułk dowodzony przez ppłk. W. F. Lazariewa miał tym czasem nocą obejść miasto z prawej strony i w miarę możliwości zagrozić obrońcą okrążeniem. Dodatkowo 35. pułk po zajęciu Wołczy Małej miał również prowadzić natarcie na Miastko. Tak zaplanowany atak miały wspierać we wszystkich punktach, swym ogniem jednostki artylerii.

Machina ruszyła i w nocy pododdziały rozpoczęły przegrupowania na pozycje wyjściowe do ataku. Przez cały dzień 2 marca padał mokry śnieg z deszczem, pogoda zdawała się sprzyjać atakującym. Stosunkowo trudne zadanie postawiono 13. kompanii rozpoznawczej, do której przydzielono dodatkowych radiotelegrafistów z batalionu łączności. Zwiadowcy musieli skrycie w nocy przedostać się niepostrzeżenie na tyły niemieckich pozycji i zaskoczyć ich atakiem z niespodziewanego kierunku. Choć trasa była, niezbyt długa, to jednak przyszło im działać w nieznanym i trudnym dla marszruty terenie w dość niesprzyjających warunkach pogodowych. Zwiadowcy wyruszyli około godziny 20.00 2 marca 1945 roku, cicho, zamaskowani, z osłoniętymi i poczernionymi elementami wyposażenia. Byli to doświadczeni żołnierze, dlatego założono, iż zaplanowane pozycje osiągną do północy.

Marsz był trudny, przez cały czas zwiadowcy musieli zachowywać wielką ostrożność, aby ich nie wykryto i kontrolować trasę marszu aby nie zmylić drogi. Cel ich marszu, Wołcza Mała była niewielką wioską zamieszkiwaną przed wojną przez kilkudziesięciu mieszkańców, położoną w odległości 4 km na południe od Miastka przy drodze Miastko – Poznań. Przy wiosce znajdowało się jezioro, które zwiadowcy musieli obejść dla zajęcia dogodnych do ataku pozycji. W utrzymaniu prawidłowego kierunku w nocnym marszu pomagali nieświadomie sami Niemcy stacjonujący w Wołczy Małej, dając wyraźne sygnały ułatwiające lokalizację swoich pozycji. Wystrzeliwali oni bowiem z rzadka serie z broni maszynowej w kierunku pozycji stacjonującego na przeciwko nich 35. pułku strzeleckiego i odpalali race oświetlające przedpole, aby wykryć ewentualne próby zaskoczenia nagłym atakiem. Tymczasem niebezpieczeństwo zbliżało się z niespodziewanego kierunku, od tyłu gdzie w ciemności ostrożnie maszerowali zwiadowcy z 13. kompanii. Kiedy zwiadowcy doszli do drogi biegnącej z Miastka do Wołczy Małej i zobaczyli majaczące w ciemności zarysy domostw wsi, upewnili się za pomocą kompasu i map czy znajdują się we właściwym miejscu. Przydzieleni do kompanii łącznościowcy przygotowali nadajnik radiowy i nawiązali łączność ze sztabem 35 pułku strzeleckiego. Nadano komunikat: „Przybyłem na miejsce, wszystko w porządku, rozpoczynam akcję...”. Rozpoczęto przygotowania do ataku. Zwiadowcy podeszli do zabudowań na tyle blisko, że mogli usłyszeć dobiegające z pomiędzy nich rozmowy. Dowódca kompanii rozpoznawczej por. P.A. Dmitriew  rozkazał wystrzelić czerwoną race, dając w ten sposób sygnał do rozpoczęcia ataku. Zanim raca zdążyła wygasnąć ciszę przerwały liczne serie z broni automatycznej i eksplozje granatów. Po krótkiej chwili niebo rozjaśniło się i można było usłyszeć charakterystyczny świst, to były salwy „Katiusz” poprzedzające atak 35. pułku, który natychmiast po zakończeniu ostrzału rakietowego rozpoczął również natarcie na Wołcze Małą.

Niemcy nie spodziewali się nocnego ataku, a fakt, iż zostali zaatakowani niespodziewanie z dwóch kierunków spowodował w ich obronie znaczne zamieszanie. Zaskoczeni Niemcy wpadli w panikę, nie mogąc ustalić skąd idzie główne natarcie, prowadzili chaotyczny nieskoordynowany ogień. Ostatecznie w zaistniałym zamieszaniu część Niemców opuściła swoje pozycje próbując uciekać, a niektóre pododdziały omyłkowo zaczęły ostrzeliwać się nawzajem. W tej sytuacji skuteczna obrona była niemożliwa i walka zakończyła się błyskotliwym i szybkim zwycięstwem Rosjan, którzy wzięli do niewoli około 200 Niemców, zdobyli 10 armat, 7 pojazdów pancernych oraz wiele drobniejszego sprzętu. Zdobycie Wołczy Małej umożliwiło dalsze kontynuowanie działań zgodnie z planem, z którym w drugim etapie miano zaatakować samo Miastko.

Nad ranem 3 marca rozpoczęło się przygotowanie artyleryjskie. Artyleria rosyjska systematycznie ostrzeliwała wybrane sektory na obrzeżach miasta siejąc panikę wśród obrońców. Zanim jednak rozpoczęto natarcie, na punkt obserwacyjny dowódcy dywizji gen. Hudałowa, przybył jego bezpośredni zwierzchnik, dowódca 40. Korpusu Armijnego gw. gen.por. S.P. Mikulski. Jak wspomina gen. Hudałow jego zwierzchnik wykazywał żywe zainteresowanie przebiegiem operacji, rozmieszczeniem jednostek przygotowanych do szturmu i choć sprawiał wrażenie spokojnego to dało się wyczuć, iż bardzo zależy mu na powodzeniu ataku. Po zapoznaniu się z sytuacją sprawiał wrażenie zadowolonego z planu ataku i niebezpośrednio zasugerował, iż jego również straszono prokuratorem w przypadku gdyby Miastka nie udało zdobyć się w czasie wyznaczonym przez dowódcę 19. Armii.  Hudałow uspokoił przełożonego, iż zgodnie z rozkazem miasto będzie zdobyte do godziny 12.00. Tymczasem ostrzał artyleryjski przedłużał się, bowiem oczekiwano na sygnał od dowódcy batalionu z 28 pułku, który miał jako pierwszy niepostrzeżenie podejść wzdłuż kanału wodnego do zakładu na południowo-wschodnim krańcu miasta. Meldunek od dowódcy batalionu maj. W.A. Anfinogenowa nadszedł, znajdował się on tuż przy zakładzie i był gotowy do ataku. Kiedy tylko artyleria przeniosła obstrzał na dalsze rejony miasta, batalion Anfinogenowa ruszył do szturmu i w kilkanaście minut zajął zakład. Tuż za pierwszym batalionem ruszył kolejny batalion z 28. pułku. Było już widno, kiedy żołnierze rosyjscy z obu batalionów wdarli się na ulice miasta, tuż za nimi wkroczyły pozostałe pododdziały 28. pułku i rozpoczęły się walki uliczne.

Wyraźnie zadowolony z przebiegu działań dowódca korpusu gen. Mikulski pośpiesznie odjechał do swojego sztabu, a dowódca 10. Dywizji gen. Hudałow postanowił pojechać do samego Miastka, aby z bliska ocenić postępy, jakie poczynili jego żołnierze w walkach ulicznych. Hudałow wysłuchał raportu dowódcy 28. pułku płk. Pasko o sytuacji i położeniu pododdział walczyły w okolicy centrum miasta. Jako najdogodniejsze miejsce do obserwacji uznał niezniszczony kościół w centrum miasta, gdzie wciąż jeszcze wprawdzie walczył z Niemcami batalion maj. Gorobca, jednak w związku z ich słabnącym oporem można było spodziewać się, iż rejon ten szybko zostanie opanowany.

W pospiesznym dostaniu się do upatrzonego miejsca generałowi Hudałowowi przeszkodziła awaria motoru, której jego kierowca nie był w stanie szybko naprawić. Ostatecznie jednak rozmieścił on swój punkt obserwacyjny na placu kościelnym, skąd rozciąga się dobry widok na plac boju. Tam do zajętego wciąż trwającymi w mieście walkami generała zgłosił się niemiecki pastor, wyrażając swoje głębokie zaniepokojenie tym, iż w rejonie świątyni Rosjanie rozlokowali punkt dowodzenia. Po krótkich mniej lub bardziej dosadnych wyjaśnieniach na temat, co Niemcy robili z rosyjskimi cerkwiami, gen. Hudałow odprawił pastora stwierdzając, iż powinien być zadowolony z faktu, że tutejsza świątynia wciąż jeszcze stoi niezniszczona, a nie przejmować się obecnością w jej okolicy Rosjan.

Do południa 3 marca 1945 roku Miastko było już faktycznie zdobyte, tu i ówdzie dogorywały ostatnie punkty oporu.Niemcy ponieśli znaczne straty w ludziach i sprzęcie bojowym, a zdolne jeszcze do walki oddziały niemieckie zostały zmuszone do ucieczki wobec ryzyka okrążenia. Niewątpliwie tak szybki sukces był udziałem wszystkich walczących o zdobycie miasta jednostek. W szczególności jednak o błyskawicznym sukcesie zdecydował dobry plan bitwy i jego sprawne wykonanie. Kluczowe role w bitwie odegrało zdobycie punktu oporu w Wołczy Małej przez 35. pułk i 13. kompanię rozpoznawczą, ich dalszy atak na Miastko oraz skryte podejście i szturm na centrum miasta wykonany przez pododdziały 28. pułku. Niemniej jednak nie można nie docenić działań oskrzydlających wykonanych od wschodu przez 24. pułk, bowiem manewr ten uświadomił Niemcom ryzyko okrążenia miasta i wymusił decyzje ewakuacji zdolnych do dalszej walki oddziałów, które po pierwszych starciach nie zostały jeszcze rozproszone. Nie można również nie docenić roli artylerii, bez wsparcia, której zdobycie miasta było by bardzo trudne. Przygotowanie artyleryjskie wykonane przez działa, haubice, „Katiusze” i moździerze jak i bezpośredni udział w walkach dział samobieżnych był jedynym wsparciem dla atakującej piechoty. W szeregach atakujących nie było bowiem czołgów, a z racji nocnej pory i niekorzystnej pogody wsparcie ze strony lotnictwa było praktycznie znikome. Zdobycie Miastka umożliwiło 2 Frontowi Białoruskiemu i wchodzącej w jego skład 19. Armii pomyślne zakończenie w dniu 5 marca operacji rozdzielenia niemieckich sił na Pomorzu na dwie części.

 

        

Załadunek pocisków rakietowych na „Katiusze”         Armata ZIS-5 w zniszczonym mieście pomorskim

 

Czy ktoś ze zdobywców godny jest tego by jego nazwiskiem nazwać którąś z ulic? To pytanie dyskusyjne, a zdania na ten temat zawsze będą podzielone. Jeśli jednak pominąć ten spór i przyjąć fakt, iż kiedyś taka ulica już w Miastku istniała, to można poddać pod rozwagę kwestię czy wybrano tego właściwego i najbardziej zasłużonego dla zdobycia. Zdobywcą Miastka, którego nazywano wtedy wyzwolicielem, obwołano gen. Romanowskiego. Czy słusznie? Myślę, że po przeczytaniu tego tekstu każdy uzna, że nie. Bo jeśli już uznać czyjś udział i zasługi w zdobyciu Miastka to na pewno bardziej należą się one dowódcy 10. Dywizji Strzeleckiej Gwardii gen. H.A. Hudałowowi. Tak czy inaczej dyskusja to próżna, bowiem niema już w Miastku żadnej ulicy upamiętniającej wydarzenie z 3 marca 1945 roku. Może słusznie, a może nie.

 

Jarosław Lemański

 

Bibliografia:

Dzieje ziemi miasteckiej, pod red. Hieronima Rybickiego. Poznań 1971 wyd.I. s.123-125

Hudałow Hariton Aleksieiewicz, Dług Pamięci. Ordżonikidze 1987.

Kiedrowska Irena, Ilustrowany Przewodnik Krajoznawczo-Turystyczny Po Gminie Miastko. Miastko 2003.

Miniewicz J., Perzyk B., Wał Pomorski, Warszawa 1997.

Terlecki Olgierd. Najkrótsza historia II wojny światowej. Kraków – Wrocław 1984 wyd.II

 

Skróty taktyczne:

gen. - generał

gw. - gwardii

kap. - kapitan

maj. - major

Panc. - Pancerna

ppanc – przeciwpancerna

 

Niemieckie nazwy geograficzne i ich aktualne polskie odpowiedniki:

Biały Bór – Baldenburg

Bobięcińskie Wielkie jezioro – Gross Pappenzin see

Bobolice - Bublitz

Kołtki - Hölkewiese

Miastko - Rummelsburg

Sępolno Wielkie – Gross Karzenburg

Wołcza Mała – Klein Volz

 

UWAGA ! Fotografie archiwalne  w artykule pochodzą z 1945 roku i w większości zostały wykonane na Pomorzu, nie przedstawiają jednak konkretnych wydarzeń z Miastka.